Drukuj
Kategoria: Świadectwa
Odsłony: 10307

P1390787Warto było być uczestnikiem spotkania w Gietrzwałdzie, ponieważ poznałem wspólnotę ludzi, których łączy jedno, mianowicie MIŁOŚĆ do ludzi. Ludzi, którym często pozostało kilka miesięcy, tygodni, dni, a nawet godzin życia. Ta wspólnota bliźnich nazywa się wolontariuszami. Cudownie mi się słuchało pielęgniarek, lekarzy, opiekunów medycznych i niemedycznych, którzy pochylają się nad człowiekiem bardzo schorowanym i cierpiącym. Patrząc dzisiejszymi kategoriami świata, tacy ludzie wydają się nienormalni. Dla współczesnego człowieka liczy się wyłącznie zdrowie, uroda, bogate i wygodne życie. Nie ma miejsca na jakiekolwiek bóle czy cierpienia. Człowiek z defektami bądź ciężko chory jest zmarginalizowany. Nie ma takich ludzi na pierwszych stronach gazet, czy w telewizji. Dzisiaj panuje wszechogarniająca znieczulica. Bliźni, a w sposób szczególny ułomny staje się przeszkodą w drodze do realizacji siebie, swoich egoistycznych planów czy zaplanowanych sukcesów.

Z całą stanowczością stwierdzam, że tak nie jest. Są oni jak najbardziej normalni. Warto przytoczyć słowa ks. Feliksa, który mówił, że umieranie jest w każdym z nas i każdego dnia nie oddalamy się od śmierci, tylko do niej przybliżamy. Jesteśmy o godzinę bliżej w drodze do naszego Ojca. Zaznaczył również, że w szpitalach się nie umiera, przy tej mnogości technicznej aparatury. Odpowiednim miejscem odchodzenia jest dom rodzinny. Ołtarzem dla posługujących w hospicjach ma być łóżku z leżącym chorym.

{module Moje_Gietrzwald2014|none}

To na nim mamy skupiać naszą uwagę, wokół niego mamy się zrzeszać. Dotykając ciało chorego i cierpiącego mamy mieć świadomość, że dotykamy samego Pana Jezusa. Ks. Feliks kładł również silny nacisk na modlitwę przy chorym czy odchodzącym. Wyróżnił przede wszystkim Koronkę do Bożego Miłosierdzia, gdyż to ona pomaga w pokoju odchodzić każdemu podopiecznemu.


Al. Konrad Kapcia